czwartek, 1 stycznia 2015

Pierwszy wpis. + Czas na wiedźmy: recenzja książki "Sagi Sigrun".

"- (..) nic nie rozumiesz. Życie tka się tylko raz. Nic nie można powtórzyć.
- Ale można zacząć od nowa.
- Co zacząć? Nowe życie? Nowe życie ma dziecko, które się rodzi. I ma je aż do śmierci. Ale każdy ma jedno. Tylko jedno. 
- Tak, ale to jedno składa się z różnych części, które następują po sobie. Teraz jest zima, potem będzie wiosna. Wszystko obudzi się do życia, latem rozkwitnie, jesienią zwiędnie, zimą zaśnie i tak w koło, raz za razem. (..)"

Pierwszy mój wpis! :)
<może tak nie do końca, bo kiedyś - fakt, przez krótki okres czasu, ale czy to ma znaczenie..? - prowadziłam innego bloga>

Jako że nadal nie mam sprecyzowanej tematyki bloga, umieszczam na razie recenzję książki (powyższy cytat właśnie z niej pochodzi), która ostatnio mną zawładnęła.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.*







"Saga Sigrun" należy do serii "Północna Droga". Jest to pierwsza część tego cyklu. Opowiada
o tytułowej Sigrun, córce wielkiego jarla Apalvaldra, i jej życiu: od wieku nastoletniego, zamążpójścia, aż do… (sami się przekonajcie!).

Cała historia jest pokazana z punktu widzenia głównej bohaterki. To jej towarzyszymy przez cały ten czas. Zostajemy razem z nią, czekając na powrót Regina z wyprawy. Nie wiemy, co tak naprawdę dzieję się podczas tych podróży. W pewnym sensie ogranicza to czytelnika, bo o wielu rzeczach nie ma pojęcia.
Jednakże w dalszym rozrachunku, ma to pozytywny wpływ na sagę. Lepiej rozumiemy zachowanie i uczucia Sigrun. Bo ta powieść jest właśnie
źródło: mój instagram
 o kobietach, które pozostając w domu, również muszą mierzyć się z wieloma niebezpieczeństwami i problemami dnia codziennego. 

Pierwszy tom „Północnej drogi” przedstawia obraz wikingów w X wieku. Ale warto zwrócić uwagę, że wydarzenia historyczne nie są tak ważne dla fabuły. Stanowią jedynie tło. Najważniejsze jest to, co dzieję się w grodach, kiedy wojowie ruszają w bój i kiedy wracają. Jak radzą sobie ich rodziny: matki, żony i dzieci oraz mężczyźni, którzy zostali. Jakie uczucia im towarzyszą podczas czekania na powrót wikingów i podczas ich obecności w domu. Tak, tak, narracja nadal jest w 1. osobie, ale Sigrun jest odbiciem całego ludu Namsen. Często też sama obserwuje i wyciąga odpowiednie wnioski, przedstawiając je niejako czytelnikowi.
„Sagę Sigrun” można porównać do pięknej nordyckiej pieśni, jednak niewolnej od skaz. Życie pokazane w tej książce jest dosyć idylliczne, co na początku może wyprowadzić nie jednego z równowagi (tym bardziej w dzisiejszym świecie, gdzie jest coraz więcej historii będących tylko łańcuchem traum i dramatów).
Z czasem jednak coś się zmienia, pragniemy być z bohaterami, cieszyć się razem z nimi cudownym chwilami. Może to kwestia przyzwyczajenia..? A może po prostu ze względu na wprowadzenie blizn w raju akceptujemy taki stan rzeczy? Bo czy w rzeczywistości nie bywa tak czasami, że jedni mają szczęście i pędzą przez życie
w złotym rydwanie, kiedy inni muszą zadowolić się zwykłym wozem z kulawą szkapą?

Jedna uwaga na koniec, po przeczytaniu „Sagi Sigrun” czytelnikowi, który polubił takie radosne życie „urozmaicane” smutkami, może mieć problem z konfrontacją z drugim tomem tego cyklu. Tam poznamy Halderd, która – w przeciwieństwie do Sigrun - musiała zmagać się z wieloma trudami świata doczesnego.
Na pewno taki zabieg urozmaica ten świat, jednak powoduje konieczność zrobienia sobie przerwy w czytaniu „Północnej Drogi”.

Podsumowując, ta powieść jest jak melodia, która długo po wybrzmieniu, nadal gra człowiekowi
w sercu.

Mam nadzieję, że Wy również po nią sięgnięcie i miło spędzicie z nią czas.
Polecam. :)

* więcej recenzji na moim profilu na Lubimy Czytać
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...