piątek, 21 sierpnia 2015

Czas na wampiry: ubrać się czy nie ubrać? O to jest pytanie! (artykuł)

Ze specjalną dedykacją dla +Fabiola Fiolka za motywację !
(właścicielka bloga Fiolkowa Przepisownia)

*************************************

Dzisiaj będzie więcej do poczytania (ach, już widzę te wasze zbolałe miny!). Postaram się nakreślić moje przemyślenia dotyczące ubioru. Kto wie, może to początek nowego cyklu pod znakiem artykulików..?
Przy okazji zapraszam na mojego fanpage na facebooku! :)

*************************************

"Ubrać się czy nie ubrać? O to jest pytanie!"


Niedawno przeglądałam Lookbooka*, podziwiając (mniej lub bardziej) stylizacje ludzi z różnych zakątków świata. Miło jest popatrzeć, jak każdy próbuje ubraniami (i dodatkami) wyrazić siebie. Przy dzisiejszym rozległym i nieograniczonym dostępie** do tego asortymentu można poszaleć z wyglądem i jednocześnie nawiązać do swojej osobowości.

Mama mówi mi nie raz: "Kiedy byłam w twoim wieku, marzyłam o takich butach/swetrze/sukience/torebce/itd (odpowiednie skreślić). Dobrze, że wy teraz macie możliwość by kupić takie rzeczy."
Z jednej strony jesteśmy w lepszym położeniu, z drugiej....? No właśnie. Nie zawsze doceniamy swoją wolność (nie tylko tego rodzaju, ale to już temat na osobny post).





Tak, też jesteśmy w jakiś sposób ograniczeni: zasobnością portfela, miejscem zamieszkania... jednak! W przeważającej części*** da się "obalić ten mur".
Problemy z budżetem..? Można poczekać na wyprzedaże (a propos, mi się nawet czasami udaję w lecie kupić coś na jesień albo odwrotnie) albo pójść do secondhandu**** (powstaję też coraz więcej internetowych sh-ów!).
Jeśli brakuję nam towarzystwa, możemy poprosić kogoś z rodziny/znajomych bądź na Internecie poszukać kogoś do pomocy (zwłaszcza na babskich forach) bądź poszukać akcji ze stylistami.
Boimy się sklepów...? Wybierzmy butiki i sklepiki poza centrami handlowymi albo po prostu mniejszą galerię.
Co do zasięgu towaru, teraz jest nim objęty cały świat. Wystarczy włączyć Internet, mieć konto w banku (a nawet niekoniecznie, bo można często za pobraniem coś kupić) i ruszamy na łowy! Komunikacja też jest coraz sprawniejsza (czasami nawet są specjalne linie podjeżdżające pod sklep), dzięki czemu łatwiej dojechać do galerii.

Inspiracje również coraz łatwiej znaleźć. Wystarczy wpisać hasła (hasztagi?) w Google, na Instagramie czy innych portalach albo napisać na jakimś forum, że potrzebujecie modowej porady. Warto podpatrywać swoich idoli. Na początku mojej drogi często zerkałam na stylizacje... Johnny Deppa, Villego Valo (HIM) czy Jyrkiego (The 69 Eyes). Nikt nie powiedział, że wyłącznie swoją płcią trzeba się inspirować! :) Można też wydać parę groszy na magazyny o modzie, jednak ich poziom obecnie pozostawia wiele do życzenia, ja przeważnie kupuję je z przyzwyczajenia.


W wyszukiwarce Instagrama wystarczy wpisać odpowiednie słowo i już wyskakuje nam pełno haseł. Po kliknięciu zobaczymy masę zdjęć, z których można czerpać inspiracje. Do dzieła!


Ważnym aspektem również jest obawa, że oryginalności nie znajdziemy w sieciówkach, secondhandach czy noname'ach. Nie prawda, nie prawda i jeszcze raz nie prawda! Fakt, trzeba poświeć chwilę czasu na poszperanie (i mierzenie), jednak uczucie gdy złowisz perełkę (i w niej dobrze wyglądasz!), jest bezcenne. Z czasem też człowiek się wprawia, mniej czasu zajmują mu poszukiwania, bo już zna swój styl i wie, czego chcę.
Wiem, że dużo ludzi narzeka na brak czasu, no ale... Jeśli chcesz mieć efekty, musisz najpierw włożyć w to wysiłek. Może warto zaproponować dawno niewidzianej mamie/siostrze/kuzynce/przyjaciółce wspólne zakupy plus odpoczynek w postaci dobrego posiłku czy spaceru...? Mniej wam będzie szkoda tego czasu.
Czasami słyszę od (nie)znajomych/rodziny "gdzie Ty się ubierasz, że masz takie inne rzeczy..?". Ciężko im wytłumaczyć, że większość moich łaszków pochodzi z sieciówek. Tak, zaopatruję się też w sklepach internetowych, jednak tam raczej kupuję tylko wszelkiego rodzaju dodatki (ewentualnie t-shirty). Zdarza mi się raz na milion lat przyoszczędzić i kupić jakiś dziwny (znaczy "gotycki" przeważnie) ciuch. Wydaję mi się jednak, że raczej nie warto mieć parcia na takie rzeczy, bo szkoda naszych pieniędzy (no chyba, że jesteśmy bogaci ;)), z sieciówkowych/noname'owych/lumpeksowych ciuchów też można wyczarować piękne stylizację.

Dodatki z Zakładże3miasto - przykład, jakie ciekawe rzeczy można znaleźć w sieci (od niedawna jest też sklep stacjonarny, oczywiście w Gdańsku).

Mimo to, że coraz sprawniej i przyjemniej można zrobić zakupy, nadal wiele osób chowa się za szarymi ubraniami, nie inwestuję w dodatki albo ślepo powiela wybory masy. Dlaczego...?
Moim zdaniem, znaczącym problemem***** braku polotu na ulicach, jesteśmy my sami. Głupie docinki, wytykanie palcami, gapienie się (Polacy są w tym mistrzami świata!), bądź coś gorszego jak przezwiska czy przemoc fizyczna kierowany w stronę "innych" osób jest na porządku dziennym (wystarczy włączyć wiadomości, by się przekonać). Powodem do takiego zachowania może być nie tylko czyiś ubiór ale również waga, kolor włosów czy kolor skóry.
Udajemy takich tolerancyjnych (zwłaszcza jeśli chodzi o orientację seksualną), a jeśli chodzi o tak prostą rzecz jak czyjaś fryzura, od razu jad zaczyna z nas wypływać. Co się z nami dzieję...? Czyżby zazdrość...? A może złe wychowanie...? Temat rzeka, może się kiedyś go podejmę.

Wyjście w tej sukience zawsze kończy się kolejnym piętnem na moim ciele. Ludzie, kto powiedział, że taka kiecka to tylko na ślub...? :)

Ogólnie ciężko walczyć z takim zachowaniem, bo to często walka z wiatrakami. Odetniesz jedną głowę, pojawi się następna. Mimo to, jakoś trzeba się bronić, bo szkoda naszej psychiki. Takich frajerów (bo jak ich inaczej nazwać..?) można: zignorować, zagiąć ciętą ripostę (spokojnie, można się tego nauczyć!), złowrogo spojrzeć, ewentualnie wylać sok (przemocy nie popieram, ale... różne sytuację się zdarzają, kim jestem by osądzać?). To są tylko propozycje, najlepiej wypracować swoją taktykę obronną. Warto podejść do tego bez emocji (wiem, to strasznie trudne..), przecież nie chcemy niepotrzebnie nadwyrężać siebie i dać powód do rozpoczęcia bezsensownej dyskusji z nietolerancyjnym człowiekiem.

Jeszcze nie raz i nie dwa będę musiała się zmierzyć z moimi "oprawcami". Czasami siły nie starcza, nie będę się z tym kryć, ale ile razy przypomnę sobie, ile radości mi to sprawia oraz te wszystkie pozytywne komentarze pod moim adresem, podrywam się z ziemi i idę z podniesioną głową.

Kupiony w Lokaah.
Dlatego na koniec takie przesłanie ode mnie dla Was. :)
Jeśli chcecie ubierać się od stóp do głów na czarno albo odwrotnie, wolicie kolory albo jeśli preferujcie styl minimalistyczny******,
to NIC nie stoi na przeszkodzie. A to że macie mniej lub więcej tam czy ówdzie, to naprawdę nie powód by rezygnować z kreowania własnego image.
Moja rada: idźcie do przodu, nie oglądajcie się na innych,
po prostu nie dajcie się stłamsić.

Możecie zacząć swoją przemianę od małego akcentu: wpięcia ciekawej klamry we włosy albo ... nabycia oryginalnego portfelika! Absolutnie nikt nie każę rzucać się Wam od razu na głęboką wodę.
Wystawa zrobiona przez MG. Reserved, Galeria Bałtycka (2013r.)
I poszukajcie czy to w realu czy w wirtualnym świecie dobrej duszyczki, która będzie Was motywować do działania. Która poklepie Was po plecach, kiedy ktoś "rzuci kamieniem". Jeśli nie może to być kontakt bezpośredni, to zainwestujcie w kontakt pośredni (np. śledźcie Macademian Girl - która również mierzy się nie raz z polskim cebulactwem; co istotne, często odpowiada na komentarze swoich fanów).
Jeśli jednak (chwilowo!) nie macie jeszcze odwagi, możecie pomóc komuś innemu poprzez komplement (za jakiś element bądź cały wygląd), nawet nie wiecie ile taka pozytywna energia może zdziałać!
A dla tych, którzy są w trakcie pracy nad swoim stylem i tych, którzy już ten styl mają: gratuluję odwagi i trzymam za Was kciuki!
Dzięki Wam może w końcu zmieni się w naszym kraju postrzeganie ubioru, że jest to coś więcej niż tylko "szata".



*****************

INDEKSY do postu:

* jest to strona, na której znajdziemy zdjęcia blogerów i "zwykłych" ludzi w różnych stylizacjach; mnie często coś tam zainspiruję; fakt, LB dużo czasu pochłania,
** pomijając biedne kraje, ale tam akurat ubrania są jedynie w kategorii "pierwszej potrzeby"
*** nie biorę pod uwagę skrajności, czyli np. biednej rodziny z piątką dzieci,
**** ja jestem w tym względzie leniem i tylko jeden sh odwiedzam od czasu do czasu, ale to tylko dlatego, że jest "w (moim) klimacie",
***** biorę pod uwagę tylko Polskę; zagranicą przebywałam tylko na wakacjach, więc mam za małe doświadczenie, by wyrażać opinie na temat obcokrajowców,
****** chociaż niestety ten termin akurat dużo osób nadużywa; wyjście w dresie i potarganych włosach, to raczej nie jest to.

*************************************

Mam nadzieje, że "artykuł" (ech, do jakiegoś poziomu trochę mi brakuję...) się spodobał. Parę tematów już znalazłam, więc pozostaję czekać tylko na wenę. :)
Serdecznie zapraszam do wyrażania swojej opinii czy podzielenia się swoimi przeżyciami (tu albo na facebooku).

*************************************
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...