niedziela, 21 sierpnia 2016

Czas na wiedźmy: recenzja gry Assassin's Creed Unity.

Dzisiaj zajmę się recenzją gry Assassin's Creed Unity. Zdarzenie niecodzienne, bo chyba jeszcze nigdy nie wygłaszałam opinii na temat gry. Nie będzie standardowo, bo na komputerach się nie znam. Jestem typowo niedzielnym graczem. Szukam bardziej ciekawej historii niż trudnej rozgrywki. Mam nadzieje, że komuś z Was przyda się moje małe podsumowanie tej przygody. ;)
A jeśli chcielibyście poczytać ogólne informacje o serii Assassin's Creed, zapraszam do zapoznania się z moim wpisem Czas na wiedźmy: seria Assassin's Creed. *

* Jedna mała uwaga: wpis został zrobiony przed premierą gry Assassin's Creed: Syndicate oraz przed zwiastunem do filmu Assassin's Creed. Dlatego niektórych newsu nie posiada.

Enjoy!

(NIE)PODSUMOWANIE


Mimo że podsumowanie, jak sama nazwa wskazuje, powinnam dać na koniec, postanowiłam iż zacznę od niego recenzje Unity.

Akcja dzieje się pod koniec XVIII w., przeważnie w Paryżu. Głównym tematem jest francuska rewolucja, która zmienia miasto w miejsce niebezpieczne, pełne przemocy i zbrodni. Tym razem bohaterem jest Arno Dorian, który w dzieciństwie traci ojca. Przygarnia go ojciec Elise (która w przyszłości od czasu do czasu towarzyszy mu w wypełnianiu misji). I on również w końcu zostaje zamordowany. Wtedy Arno postanawia go pomścić. Dołącza do zakonu asasynów.

Mówiąc krótko, spadek jakości serii notowałam już od Assassin’s Creed III. Po w miarę dobrej III i IV (mimo wad, dało się grać), w końcu musiało coś pójść nie tak na całej linii. Potencjał tej historii został zmarnowany, co jeszcze długo będę wypominać Ubisoftowi. Rewolucja była doskonałym powodem do walki Asasynów z Templariuszami, a jedyne co wyciągnęli twórcy to osobista zemsta. Niby czasami były odwołania do różnego postrzegania wolności, ale bez żadnych morałów, tak od niechcenia.

Niestety poza ładnym tłem, graficznym i historycznym, oraz niektórymi, fajnymi nawet, nowymi rozwiązaniami, Unity leży i kwiczy. Widać, że twórcy skupili się niemalże prawie w 100% jedynie na oprawie graficznej niż na sensie fabuły. Ładny obrazek z pustką w środku.

Reasumując, miło spędziłam czas z Unity, jednak gdyby ta część nie powstała, nie żałowałabym.
I w tym tkwi cały problem Unity

źródło: wall.alphacoders.com


RADY:


Zanim przejdziemy do zalet i wad, wskazówki ode mnie. Zastosujcie je, a życie będzie łatwiejsze. ;)


  • umiejętność wytrychu - najlepiej od razu w tą umiejętność zainwestować, bo często ułatwia one wypełnianie misji; zresztą parę grosza też może wpaść, bo sporo skrzyń ze złotem jest zabezpieczonych; należy również pamiętać o liczbie wytrychów, żeby się potem nie stresować, że parę się ułamało, a ja nie mam więcej
  • posiadanie sztyletów i pistoletu - bardzo się przydają, bo nie zawsze można podejść do wroga; pistolet jest korzystniejszy, bo niektórzy przeciwnicy są odporni na sztylety
  • inwestycja w Cafe Theatre - to główna siedziba bohatera; tu też warto od razu na pełen obrót wypełniać misje z nią związane i remontować ten budynek; dochód z tego przybytku jest stały, a za pieniądze kupuje się broń, ekwipunek i odzież dla Arno
  • cierpliwość - misje w Unity wymagają często dużo czasu, energii i właśnie cierpliwości; znacznie milej się je wtedy wypełnia; o ile kiedyś wolałam siekankę, teraz zaczęłam doceniać przemyślane kroki w wykonywaniu zadania
  • misje poboczne - warto się cieszyć tymi misjami, bo misja główna jest krótka i mniej interesująca
  • punkty i umiejętności za misje multiplayer - warto wypełniać misje przeznaczone raczej dla trybu multiplayer; z nich również ma się punkty, za które można kupić umiejętności dla Arno (szkoda że niektóre przydatne umiejętności udało mi się nabyć dopiero prawie że na koniec historii..); jeśli nie lubisz grać online, można zadanie wykonać w sesji prywatnej (niestety jest to trudniejsze.. zwłaszcza na początku drogi z Unity)

źródło: blog.ubi.com


PLUSY


+ misje poboczne
Takie misje to zabójstwo, kradzież, śledzenie.. Czyli wszystko to, co było. Jednak misje są w miarę dobrze poprowadzone i przyjemnie się je wypełnia. Różnych ciekawych rzeczy można przy okazji się dowiedzieć o tym okresie w historii. W Unity pojawił się również nowy rodzaj misji pobocznych, a mianowicie śledztwa. Chociaż to tylko z początku sprawiało mi radość, potem jakoś denerwowało. Trzeba było latać z jednego miejsca śledztwa na drugie i pełno świadków przesłuchiwać. Bardzo żmudna robota.

+ ratowanie tłumu
Świetne było zbieranie bonusów za ratowanie tłumu. Mimo że często traciłam czas, przystając by pomóc jakiemuś obywatelowi, chętnie to robiłam. Niekiedy to większą radość mi sprawiło niż rozbudowane misje.

+ Elise
Postać kobieca była naprawdę interesująca. Zadziorna, energiczna, Arno wypadł przy niej na flegmatyka. Żałowałam nawet, że nie ma możliwości poznania historii z punktu widzenia Elise. Ale na pewno misje, w których Arno i Elise łączyli siły były najlepsze.

źródło: assassinscreed.wikia.com

+ rozwiązania z poprzednich części AC
Podobało mi się, że zostały liny między dachami, co znacznie ułatwiało przemieszczanie. I możliwości poruszania się po drzewach, chociaż za wiele ich nie było.

+ nowe rozwiązania
Na przykład wprowadzenie możliwości efektownego przemieszczania się w dół budynku. Albo ulepszona możliwość skradania się i ukrywania.

źródło: escapistmagazine.com

+ sposób wykonywania misji 
W głównej linii fabularnej było coś takiego jak okazje, które pomagały w zakończeniu zadania. Co prawda mogło to być bardziej rozbudowane, by gracz miał możliwość wyboru spośród kilku okazji, jednak to szczegół.

+ czas akcji 
Fakt, że mdło przedstawiony został ten okres w historii, ale sam pomysł zaliczam do plusów.

źródło: amazon.com

+ wygląd Francji i jej mieszkańców
Nie raz i nie dwa zdarzało mi się przystanąć i podziwiać widoki. Niekoniecznie z góry, ulica też się pięknie prezentowała z dołu. Tłum był ciekawie odziany.

źródło: tousgamers.fr
+ życie tłumu
Bardzo interesujące były czynności wykonywane przez mieszkańców Paryża. Tu ktoś rozmawiał, tam ktoś się bił, kogoś aresztowali, ktoś inny wygłaszał przemówienie albo podpalał stos. Piękna różnorodność.


MINUSY


- Arno 
Jakoś nie mogłam przekonać się do głównego bohatera. Nie pasował mi on z charakteru do tych czasów. Brakowało mi życia w jego zachowaniu, był zbyt słodki jak dla mnie. Nawet jego niesubordynacja wychodziła bez przekonania.

źródło: dailymotion.com

nijaka główna linia fabularna
Gdyby ktoś mnie zapytał, co działo się w Unity, odpowiedziałabym: rewolucja. Bo nic innego nie jestem w stanie powiedzieć. Nie było żadnych scen ze współczesnych czasów. Nie wiedziałam tak naprawdę kim jestem, po za Arno.

- brak ciekawej postaci, w roli pomocnika/mentora, przy boku Arno
Tą rolę niejako spełniali w Unity Napoleon Bonaparte czy Marquis de Sade, ale pojawiali się tak rzadko, że mogłoby ich w ogóle nie być. Postaci poboczne ogólnie było słabo nakreślone.


źródło: assassinscreed.wikia.com
źródło: artstation.com

- współpraca
Nie spodobało mi się wprowadzenie multiplayer. Nie lubię takiego sposobu rozgrywki i przeważnie ją ignoruję. A tu niestety wychodziło mi to na gorsze, bo z misjami, za które mogłam uzyskać dodatkowe punkty, musiałam się sama męczyć (można je było prywatnie rozgrywać) albo w ogóle ich nie ruszyłam, bo nie dałam rady. O tyle dobrze, że nie były one misjami głównej linii fabularnej.

źródło: moddb.com

- zbyt dużo ludzi na ulicach 
Naprawdę ciężko się było przemieszczać. Denerwował mnie też brak środku transportu. Czasami chciało się trochę popodziwiać miasto (punkty szybkiej podróży oczywiście były), niekoniecznie z dachu, ale nie było na to sposobu. Podczas biegu po ulicy trzeba było patrzeć pod nogi, co było bardzo czasochłonne. Więc tego za bardzo nie praktykowałam.

źródło: thegamesmachine.it

- duże wymagania sprzętowe
Jest to pierwsza część, która nie działa na moim komputerze. Musiałam skorzystać z innego. Nie sądzę, by każdego fana AC było stać na co roczną wymianę PCeta. Szkoda, że teraz grafika jest istotniejsza niż historia.

- walka, wrażliwość przeciwników
Chodzi mi o wszelkiego rodzaju strażników. Strasznie mnie denerwowało, że wszyscy na raz napierają, a tu nawet nie widzę połowy z nich. Kamera bardzo fortunnie się ustawiała, nie mówiąc, że często miejsce do walki było wielkości szpilki. Irytujące było też to, że nie można było przybrać żadnej taktyki, bo atakowali wszyscy na hurra. System walki do wymiany...
A strażnicy wrażliwi do przesady. Szybciej mnie zauważali niż weszli w pole mojego widzenia.

- błędy 
Czy to w formie utknięcia Arno w ścianie czy rozłażenia się postaci. Można było dostać furii, np. kiedy Arno nie wbiegał na ścianę albo zacinał się pomiędzy osobami i nie można go było wydostać. Zwłaszcza, gdy było się w trakcie pościgu albo... ucieczki i czas się bardzo liczył.

źródło: mukeshbalani.wordpress.com

źródło: thequest.cz

wtorek, 9 sierpnia 2016

Czas na wiedźmy: początek mojej przygody z Wattpad.

Od niedawna zaczęłam korzystać z serwisu o nazwie Wattpad. W sumie konto założyłam prawie rok temu, ale cały czas nie miałam odwagi, by coś upublicznić. Pewnego dnia się zawzięłam i voilà!

Na razie realizuję dwa tomy wierszy:
  • Dźwięki Duszy. Zwierciadło Sztuki wiersze inspirowane literaturą, kinem i muzyką;
  • Dźwięki Duszy. Melodia serca - główną inspiracją jest tu życie, moje doświadczenia i przemyślenia.



Ideą serii Dźwięki Duszy jest pokazanie, że każdy ma w sobie melodię, ale nie każdy potrafi ją odczytać. 

- To niemożliwe - zaprotestował Michaś. - Przecież nikt nie słyszy, jak drzewa rosną. Nie ma takiej melodii. 
- Nie znasz się na tym mój mały - przerwał mu pan Gałązka. - Oczywiście, że jest taka melodia. Wszystko na świecie ma swoja melodię.*

Jakiś czas temu zamieściłam na blogu (główna kolumna, nad postami) odnośnik do mojego profilu (myślę, że na stałe ;)). A dzisiaj, na potrzebę tego postu, zamieszczam go tutaj, poniżej.

Zatem gdyby ktoś z Was, drodzy Czytelnicy, był zainteresowany moją poza blogową twórczością, serdecznie zapraszam na mój profil na ‪Wattpad.

Mam nadzieję, że przy okazji również znajdę coś, wiersze czy opowiadania, dla siebie. Bo inspiracji nigdy za wiele. ;)





Żyjemy przecież tak cicho, a nasze największe katastrofy wydarzają się tak głęboko w nas, że na naszej powierzchni pojawiają się tylko odległe fale.
Rainer Maria Rilke - Druga strona natury. Eseje, listy i pisma o sztuce


Pamela Lyndon Travers – Mary Poppins otwiera drzwi


piątek, 29 lipca 2016

Czas na wiedźmy: recenzja pierwszego tomu "Błękitnokrwistych".

Przed Wami kolejna recenzja. :) Tym razem przedstawiam początek pewnej serii młodzieżowej o wampirach. Enjoy!


***********************************




       "Błękitnokrwiści" to pierwszy tom serii o tej samej nazwie (te serie mnie wykończą.. naprawdę!) pisarki Melissy de La Cruz.
       Akcja powieści toczy się współcześnie, chociaż mają na nią wpływ wydarzenia z przeszłości, konkretnie przybycie statku Mayflower do Ameryki w 1620 r., a następnie założenie kolonii w Plymouth. Niektórych rzeczy dowiemy się z notki początkowej, a potem z wpisów z pamiętnika pewnej damy rozlokowanych między niektórymi rozdziałami. Jeśli chodzi o pomysł tych notek, to jest to trochę zmarnowany potencjał, bo pomysł był bardzo dobry. Tych wpisów było zbyt mało i przez to budowane napięcie nie było dostateczne.
       Głównymi bohaterami tego tomu jest zgraja nastolatków: Schuyler Van Alen, Oliver Hazard-Perry, Dylan Ward, Jack i Mimi Force, Bliss Llewellyn. Chociaż największy nacisk jest kładziony na Schuyler (czy tylko dla mnie to imię jest straszne?). Wszyscy pochodzą ze znamienitych rodzin Ameryki i są uczniami elitarnego liceum Duchesne. W większości bogaci, nieraz zepsuci i zarozumiali. Dla większości licealistów najważniejsza jest sława (nawet pogrzeb koleżanki jest okazją do zdobycia poklasku). Noszą ciuchy od projektantów (czy tylko mnie irytowało ciągłe wymienianie tych projektantów..?) i spędzają wakacje na jachtach. Jedyne co wyróżnia niektórych, to właśnie błękitna krew, wampiryzm.
       A jaki jest ten wampiryzm..? Hmm, typowy dla dzisiejszych czasów. Bardzo łagodny, bardzo niedraculowski, bardzo.. celebrycki. Wszystkie znane chwyty (krucyfiksy, kołki, itp.) na te stworzenia nocy nie przyniosą skutku. Takiego wampira po prostu nie można zabić.. Ale czy aby na pewno..?
       Kończąc, czy polecam "Błękitnokrwistych":
a) nastolatkom..? - Tak.
b) dorosłym..? - Tak, O ILE pragną znowu zanurzyć się w dzieciństwie. Reszta może co najwyżej pochwalić pomysł na fabułę, gdy przymknie oko na formę (styl pisarski jest typowo młodzieżowy).
c) sobie..? - Tak, o ile będę miała ochotę na książkę z cyklu "łatwa, prosta i przyjemna".




***********************************

       Ogólnie szkoda, że gdy ja byłam nastolatką, nie było takich książek. Nie zrozumcie mnie źle, absolutnie nie żałuję ani minuty spędzonej na czytaniu szkolnych lektur (na początku głównie te książki były moją biblioteką), ale wtedy brakowało mi trochę porywu młodości, wolności, beztroski w literaturze.


środa, 20 lipca 2016

Czas na wampiry i wilkołaki: stylizacja w brązie + spacer po Gdańsku.

Chociaż mamy lato, pogoda nas często nie rozpieszcza i bywa bardzo kapryśna. Dlatego zdecydowałam się opublikować stylizację z wiosny. Powód jest również taki, że ostatnio zaniedbałam tą część bloga. Pewnie wilkołak wyje w tej chwili z oburzenia... Dlatego też!
Dzisiaj wampir spotyka się z wilkołakiem na kawie. :)

Miłego oglądania!

Follow

Pierwszym elementem spacerów po Gdańsku jest przeważnie przejście Ulicą Długą. 
(akurat poniższe zdjęcie zostało wykonane innego dnia, wieczorem)

zdjęcie mojego autorstwa

Następnie (chociaż nie zawsze) udaję się na Wyspę Spichrzów, by móc podziwiać Długie Pobrzeże z lepszej perspektywy.

**************************************************

Kolorem przewodnim dzisiejszej stylizacji jest brąz. Czyżby tęsknota za jesienią..?
Ogólnie zainwestowałam tutaj w bardzo dużo wzorów. Jeśli chodzi o ich połączenie, to jedyne na co zwracałam uwagę, to na barwy. Nie lubię, jak się gryzą.


Na tą okazję wybrałam zestaw sukienka + ramoneska. 
Beret również dostał swoją szansę. Bardzo lubię takie nakrycia głowy. Lekkie, a spełniają swoją podstawową funkcję, chronią przed chłodem.


Jak powiada Pismo Święte (…) na początku był chaos, a potem była damska torebka...*
Tego dnia towarzyszyła mi torebka kupiona na Jarmarku św. Dominika. Marzyłam o torebce w stylu Florence (wokalistka), a te kwiaty właśnie skojarzyły mi się z wizerunkiem artystki. Idealnie sprawdza się przy boho lookach. :)


Mimo że to zdjęcie jest nieostre, nie mogłam się oprzeć by go tu nie pokazać.


**************************************************

Ostatnim punktem programu jest relaks w jednej z gdańskich kawiarni, np. w Marasce.

zdjęcie mojego autorstwa

A takich gości można spotkać w kawiarnianym ogrodzie. :)

zdjęcie mojego autorstwa

******************************

Kurtka / Jacket - Stradivarius
Sukienka / Dress Zara
Legginsy / Leggings - Brooklynbutik.pl
Torebka / Bag - kupiona na Jarmarku Św. Dominika
Beret - I am
Kolczyki / Earrings H&M
Buty / Boots - CCC

******************************

Gosposia prawie do wszystkiego M. Szwaja



wtorek, 12 lipca 2016

Czas na wiedźmy: teledyski, którymi warto się zainteresować część 2.

Pierwszą część cyklu Teledyski, którymi warto się zainteresować opublikowałam już dawno, bo w październiku zeszłego roku (możecie się z nią zapoznać tutaj ). Uznałam, że wreszcie pora na kontynuację. :)

Najpierw są pokazana stare teledyski, a następnie nowe (te określenia są umowne, co zaznaczyłam już poprzednio).
W każdej grupie jest po 7 teledysków, tak jak w 1. części. A kolejność jest przypadkowa.

Gatunki są przeróżne. Staram się przedstawić nie tylko obrazy artystów wykonujących ciężkie brzmienia. Od czasu do czasu słucham takich wykonawców jak Adele, Paloma Faith czy Katy Perry.
Nie należy zamykać się w klatce, bo każda rzecz zasługuje na uwagę, nawet jeśli jest potencjalnie nie dla nas. :)

Miłego oglądania!

Przy okazji zapraszam do mnie na BLOGLOVIN'. <3

Follow

STARE TELEDYSKI


Evanescence - Bring Me To Life


Mad World - Gary Jules


No Doubt - It's My Life


Epica - Never enough


HIM - In Joy And Sorrow


Alanis Morissette - Thank U


Guns N' Roses - November Rain





**************************************************************************

NOWE TELEDYSKI


Adele - Send My Love (To Your New Lover)


Lana Del Rey - Born To Die


Biffy Clyro - Biblical


Machine Head - Now We Die


David Garrett - Viva La Vida


Bob Dylan - Duquesne Whistle


Katy Perry - Unconditionally 




niedziela, 3 lipca 2016

Czas na wiedźmy: książkowy miesiąc.

Nie wiem, jak to się stało (a raczej wiem, ale się nie przyznam :P ), że w tym roku miałam prawie 3-miesięczną przerwę w czytaniu książek.

kolekcja zakładek z Czytam.pl
źródło: prywatne archiwum

Na szczęście szybko się ocknęłam, i czym prędzej sięgnęłam po Quo Vadis.
(Ciekawostka: po przeczytaniu tej książki, chciałam odświeżyć sobie jej ekranizację. Znalazłam w biblioteczce płytę z filmem, ale niestety nie działa. Cóż...)

**********

Quo Vadis

Autor: Henryk Sienkiewicz

Ocena: 9/10
*brak recenzji*

źródło: prywatne archiwum

**********

Pochłonęłam ją dosyć szybko, i nie robiąc sobie przerwy, sięgnęłam po Zakochanego Draculę Karen Essex.

A po tej powieści przyszedł czas na kolejną dawkę magii w postaci Jesiennej Róży A. A. Gibbs.

**********

Zakochany Dracula

Autor: Karen Essex

Ocena: 5/10


źródło: empik.com

         Do sięgnięcia po tą książkę zachęcił mnie tytuł (ta miłość do wampirów mnie kiedyś wpędzi do grobu ;))... I tu jest pies pogrzebany. 
         Myślałam, że autorka przedstawi TĄ SAMĄ historię, tylko że z punktu widzenia Miny. Chciałam po prostu więcej romansu w "Draculi", jednak bez żadnych udziwnień. Niestety w zamian otrzymałam plątaninę, która w takim połączeniu nie ma sensu. Więcej dewastuje niż daje. 
         Pragnę zwrócić uwagę, że gdyby historia była SAMODZIELNA, bez odwołań do "Draculi", byłaby pewnie dobrą pozycją (a może nawet bardzo dobrą). Szkoda, że autorka wolała tak niecnie wykorzystać "Draculę".
         Ogólnie w miarę miło spędziłam czas z "Zakochanym Draculą", więc nie mam aż takiego pola do narzekań. Co nie znaczy, że nadal nie czuję się oszukana.
         Zatem, jeśli nie macie żadnej książki w zanadrzu, macie wolny wieczór i "Dracula" to jest dla was nic nie znaczące słowo, to możecie śmiało sięgnąć po tą powieść.

**********

Jesienna Róża

Autor: A. A. Gibbs

Ocena: 6/10

źródło: empik.com

         Po poprzedniej części z serii "Mroczna bohaterka" niespecjalnie chciałam sięgnąć po kolejną. Jednak złożyło się, że w bibliotece nie było pozycji, na których mi najbardziej zależało, a po sesji miałam niewyobrażalny głód czytelniczy, więc postanowiłam dłużej nie czekać. W taki sposób spędziłam miło czas z tą książką.
         W 2. tomie "Mrocznych Bohaterek" śledzimy losy Jesiennej Róży. Będziemy też mieli szanse, by znowu spotkać bohaterów "Kolacji z wampirem". Sytuacja z 1. tomu będzie nie jako tłem dla tej historii.
         Największą zaletą tej serii jest przedstawiony świat. Z jednej strony można powiedzieć, że to wszystko już było, a z drugiej.. w takim fajnym połączeniu to chyba nigdy! Parę wymiarów, a w każdym inne mroczne istoty i ludzie, którzy czasami wiedzą o istnieniu tych pierwszych, a czasami.. nie. A dodatkowo na czele całego tego "sajgonu" stoi arystokracja, a gdzieś z boku Mędrcy. Trzymam kciuki, by w kolejnych częściach autorka więcej czasu poświęciła otoczeniu, bo jest tego warte (nie sądzę, by główne wątki na tym ucierpiały).
         Akcja "Jesiennej Róży" jest bardzo szybka, zwarta i nie posiada niepotrzebnych scen. Opisy są, ale krótkie i bez zbędnych zdobień. Dialogi są w miarę ciekawe. Plusem jest też narracja z punktu widzenia Róży oraz księcia Fallona (chociaż Róża częściej ma głos). Wprowadza różnorodność. Podobały mi się również wtrącenia w postaci urywków rozmowy między Różą a jej babcią (dobrze, że były podkreślone odpowiednią czcionką!). Budowało to klimat i wyjaśniało niektóre niuanse.
         Świetne było też "zderzenie" obecnej pary z poprzednią parą, czyli z Violet i Kasparem (scic!). Można było zobaczyć, jak to samo zdarzenie (patrz: "Kolacja z wampirem") wygląda z innego miejsca na widowni.
         Na niekorzyść tej powieści działają dwa aspekty. Pierwszy to... bohaterzy. Jesienna Róża i Fallon nie są tak interesujący jak Violet i Kaspar. Nawet jako para niespecjalnie mnie przekonują. Wydaję mi się, że są za bardzo dziecinni, a jednocześnie uważają się za baaardzo dorosłych (jednak może takie było zamierzenie..?). Drugi to (znowu) błędy logiczne. Zastanawiam się, czy to wynika z niedopatrzenia, czy ze stylu pisarskiego autorki.. Mam nadzieje, że w przyszłości zostanie to dopracowane.
         Ogólnie widzę, że Abigail A. Gibbs rozwija się. Na pewno warto poczekać na to, co jeszcze nam pokaże. 
         Jednakże seria "Mroczna bohaterka" nadal jest serią dla młodzieży, więc albo pozostaje zachować w sobie trochę coś dziecka i porwać się bez żalu tej historii, albo liczyć że autorka zacznie pisać poważniejszym tonem. Jako zwolenniczka pierwszej opcji, bez wyrzutów sumienia mogę polecić "Jesienną Różę". :)

**********

Potem był Wilczy trop z cyklu Alfa i Omega Patrici Briggs (jak ja się stęskniłam za Briggs! pora wrócić do serii o Mercedes ;)).

I następnie Zbieracz Burz tom 1 (cykl Zastępy Anielskie) M. L. Kossakowskiej - niestety dużo gorsza część od jedynki (jej recenzja tutaj). *

**********

Wilczy trop

Autor: Patricia Briggs

Ocena: 8/10
*brak recenzji*


źródło: prywatne archiwum

**********

Zbieracz Burz tom 1

Autor: M. L. Kossakowska

Ocena: 7/10
*brak recenzji*

źródło: prywatne archiwum

**********

A dzisiaj zaczęłam czytać Niewidzialną koronę z cyklu Odrodzone królestwo autorstwa Elżbiety Cherezińskiej. Jestem bardzo ciekawa, czy dorówna Koronie Śniegu i Krwi (jej recenzja poniżej).

**********

Korona śniegu i krwi

Autor: Elżbieta Cherezińska

Ocena: 10/10

źródło: prywatne archiwum

         Sama nie wiem od czego zacząć.. „Korona śniegu i krwi” mocno mną wstrząsnęła. Byłam tak podekscytowana końcówką i naładowaną całą historią, że wczoraj nie mogłam zasnąć. A przedtem, podczas czytania, tłumiłam w sobie radość, szczęście, smutek, ból, nawet łzy. Nie pamiętam, kiedy czułam się tak ostatnio dzięki jakiejkolwiek książce.
         Pokrótce, akcja powieści dzieje się prawie 200 lat po Wielkim Rozbiciu. Królestwo Polskie nie istnieje. Podzielone w 1138 r. przez króla Bolesława III Krzywoustego na dzielnice zmaga się z wewnętrznymi i zewnętrznymi wrogami. Próba Bolesława, by w przyszłości zapobiec kłótniom jego synów o koronę, doprowadza do rozłamu państwa i wiecznej walki o ziemię i pozycję. Jednak jest nadzieja, legenda, która jest drogą do odrodzenia Polski jako jedności…
         „KŚiK” jest napisana w sposób niewymuszony, lekki. Czyta się ją bardzo płynnie. Chociaż początek (akurat tutaj dosyć spory, pewnie będzie coś koło 200 stron) był trudny, ciężko było mi się wdrożyć. Gubiłam się w postaciach, przeskokach czasowych. Tylko nie wiem, czy to jest moja wina, w końcu miałam dłuższą przerwę w czytaniu czy autorki, która mogłaby delikatniej wprowadzić do tematu. Może mały ‘przewodnik’ by się przydał (bo mapka i genealogia najważniejszych rodów była obecna)..?
         Ogólnie Cherezińska stworzyła coś pięknego, coś co zaowocuje w mojej przyszłości, a także, mam nadzieję, w przyszłości innych czytelników. Pokazała skrawek historii Polski, z naciskiem na królewski ród Piastów. Okrasiła to odpowiednią dawką powagi, klasy, dumy, ale też humoru i życiowych perypetii. Wymieszała fakty z legendą i dodała odrobinę magii. Nawiązała do naszych pogańskich korzeni, kiedy bogowie mieszkali w lasach, a nie w monumentalnych katedrach.
         Przez całą powieść przewinęła się cała gama ciekawych charakterów, których - warto zauważyć - losy idealnie się ze sobą synchronizowały. Osoby tu występujące bywały: odważne, czyste sercem, miłe, lojalne, szczere i zabawne, ale też pełne jadu, zawiści, złych intencji i chorych ambicji. Postaciami, które najbardziej pokochałam, którym kibicowałam, ile w płucach siły starczyło, był odważny Przemysł II, zabawny Mściwój i niezawodny Jakub Świnka. Mimo ciężkiej historii, grzechów, które popełnili (oni lub im bliscy), potrafili stawić czoło przyszłości, uciszyć swoje ambicje i walczyć o słuszną sprawę.
         Podobało mi się, że niektóre kobiece charaktery również miały znaczny udział w powieści. Chociaż brakowało mi babki z pazurem (do tego tytułu mogłaby pretendować askańska wiedźma, ale akurat ta kobieta zasługiwała bardziej na nienawiść i pogardę niż uwielbienie). Większość była albo świętymi, albo zakonnicami albo posłusznymi żonami/siostrami. Jednak można to brać na karb takiego postrzegania kobiet w tamtym czasie: uległa, posłuszna, spełniająca swoje obowiązki poprzez odpowiednie małżeństwo i urodzenie gromadki dzieci.
         Niestety były też elementy w tej książce, które ciężko mi było zaakceptować. Mimo że lubię od czasu do czasu poczytać o losach angielskich królów, nie spodobało mi się wplatanie do słowiańskiej historii legend z wysp. Pieśni o królu Arturze nie pasowały do klimatu, wręcz denerwowały mnie ciągłym przytaczaniem. Treść niby nawiązywała do mitu przedstawionego w powieści, ale Polska i Anglia są dla mnie zbyt odległe by być powiązane czymś tak.. hmm.. intymnym. O zbyt nadmiernej świętości kobiet i trudnym początku powieści już wspominałam, więc jeszcze przyczepię się do braku opisów postaci. Na pewno dzięki temu czytelnik miał większe pole do wyobraźni. Jednakże nie zaszkodziłoby bardziej twórcze podejście do obrazowego przedstawienia postaci niż tylko napisanie, jaki kolor ma sukienka czy włosy księżnej.
         Podsumowując, ta powieść oddziałuje w niesamowitym stopniu na wyobraźnie. Jest po prostu genialna, fantastyczna, zabawna, poruszająca, oszałamiająca, nieziemska, niemożliwa, piękna..     Mogłabym tak bez końca wymieniać. „KŚiK” zupełnie zmieniła moje postrzeganie historii Polski. Wydawała mi się ona zawsze nudna, nieciekawa, bezbarwna.. A tu się nagle okazuję, że Piastowie mają równie gorącą krew co narody południa oraz krwawą i pełną przewrotów przeszłość co inne królewskie rody świata. Dobrze, że całego życia nie zmarnowałam na takim ciasnym podejściu do tematu. Mam nadzieje, że ta powieść nie jednego zachęci do odkurzenia swojego kufra z napisem: „historia Polski”. Bo jak dużo, tak naprawdę, Polacy wiedzą o losie swoich prapradziadów..?
         A teraz czas pożegnać się z powieścią, pora iść dalej. Niech „Korona śniegu i krwi” raduje kolejne zbłąkane dusze, gdy ja będę wspominała ją z rozrzewnieniem.


Follow my blog with Bloglovin


* więcej recenzji na moim profilu na Lubimy Czytać


wtorek, 14 czerwca 2016

Czas na wampiry: recenzja naszyjnika i lusterka z Wyczarovane.com.

W poprzednim tygodniu przyszły do mnie te o to cudeńka z Wyczarovane.com:
  • lusterko Nevermore (firma: Alchemy Gothic),
  • medalion Penny Dreadful (wzór: Vanessa Ives 2)
          plus
  • gratisy: mydełko i naklejki.



Najpierw jednak parę słów o samej przesyłce.
  1. Zamówione przez mnie rzeczy zostały wysłane w ekspresowym tempie (złożyłam zamówienie w piątek późnym wieczorem, a w poniedziałek wieczorem paczka była już w drodze). 
  2. Paczka była bardzo ładnie i solidnie zapakowana (gapa ze mnie, że nie zrobiłam zdjęcia!).
  3. Podoba mi się przyznawanie punktów w programie lojalnościowym (za zakupy oraz recenzje). Chociaż nigdy nie udaję mi się zdobyć znacznej liczby punktów, to zawsze mam te 2 zł odciążenia na zamówieniu.
  4. Sposób płatności jest bardzo wygodny, bo można zapłacić za pomocą PayU (oraz PayPal - ale z tego akurat nie korzystam).
  5. Koszty przesyłki nie są zbyt wysokie. Ja wybieram zawsze przesyłkę pocztową, jednak do wyboru jest również kurier i paczkomat.
Wracając do tematu, przyznam się, że jeśli chodzi o zamówienia przez Internet, w 99,99% przypadkach bardzo długo się waham. Mimo że często można zwrócić zamawianą rzecz bez konsekwencji, odstrasza mnie ponoszenie podwójnych kosztów przesyłki, stracony czas i energia (oczekiwanie na paczkę może wykończyć ;)). Wreszcie podjęłam męską decyzję! Pora zamówić. :)

Może zacznę od końca.

gratisy: mydełko i naklejki


Ku mojemu zdziwieniu, otwierając paczkę, natknęłam się na parę naklejek i .... piękne mydełko!
Jest takie śliczne, że aż szkoda mi go użyć. *.* Na razie bezpiecznie leży na biurku i je zdobi.
Moim zdaniem mydełko jest idealne na prezent (ok, może nie dla babci, ale dla ludzi - mniej lub bardziej - zanurzonych w mroku, czemu nie..? :>). Zresztą, sami zobaczcie, jak zostało ładnie zapakowane i zametkowane.







A teraz przejdźmy do głównej części zamówienia.


lusterko Nevermore (firma: Alchemy Gothic)


Przyznam się się, że do zakupu tego lusterka skłonił mnie przede wszystkim jego wygląd. A zdanie ze sklepowego opisu: Tylko spójrz na swą śmiertelność i oddaj się refleksji w asyście kpiącego kruka Edgara Allana Poe, przechyliło szalę na jego korzyść. Dla nieświadomych, jestem fanką Poego, zwłaszcza jego poezji. <3

Lusterko jest bardzo klimatyczne. Na przodzie ma pięknego kruka, a pod nim napis Nevermore. Z tyłu jest czaszka w towarzystwie czarnej róży.
Robi wrażenie, a takie dodatki to mój żywioł. :)

Lusterko, biorę pod uwagę całą zabudowę, ma takie wymiary (tak nie więcej):
  • szerokość - 6,6 cm
  • długość - 9 cm (licząc od najbardziej wysuniętych końców)
  • grubość czaszki - 1,8 cm

Co mi przeszkadza w jego budowie, to to że nie jest zamykane. Dlatego nie wiem, jak je przechowywać w torebce, by nic się nie stało szkiełku. Chyba będę musiała jakieś etui wykombinować (każda kobieta pewnie wie, jak wygląda wykonanie kieszonek w torebkach). Ta mała niefunkcjonalność nie miała jednakże wpływu na ocenę. 

Nie podoba mi się również (i to obniżyło moją ocenę), że w niektórych miejscach widać klej. Nawet na kruku, na czaszce nie jest to aż tak widoczne ze względu na jasny kolor, widać białe plamy. A to już irytuję moją dokładność. Od Alchemy Gothic oczekiwałabym lepszego wykonania. Zwłaszcza, że drogo sobie liczą za swój asortyment.

Ocena lusterka: 4,5/5





Medalion Penny Dreadful (wzór: Vanessa Ives 2)


Na ten medalion niemalże zdecydowałam się od razu. Wahałam się jedynie co do wzoru. Do wyboru była jeszcze Vanessa w innej pozie, Ethan Chandler, Dorian Gray, potwór Frankensteina oraz znak skorpiona. Już wyjaśniam, dlaczego pominęłam te wzory. Na drugim zdjęciu panny Ives nie podobał mi się jej wyraz twarzy, postać potwora nie jest moją ulubioną, groźny skorpion gryzł się ze słodką kokardką, a Ethan i Dorian.. cóż, w sumie tylko z braku funduszy ich nie wzięłam. Przykro mi, panowie, ale nie ukrywam, że gdyby nie świetna kreacja Evy Green, możliwe że długo jeszcze nie sięgnęłabym po serial Penny Dreadful, więc to ona miała przed wami pierwszeństwo. ;)

Ogólnie bardzo podoba mi się pomysł umieszczenia zdjęć bohaterów Penny Dreadful w medalionie. Jest to na pewno w klimacie tego serialu. Już widzę Vanesse Ives na tle koronkowej sukienki (jednak z tym poczekajmy do jesieni ;)).

Medalion został również fajnie zapakowany.

Wymiary (tak nie więcej):
  • wysokość zdjęcia (z ramką) - 2,7 cm
  • szerokość zdjęcia (z ramką) - 2,2 cm
  • wysokość kokardki - 1,8 cm
  • szerokość kokardki - 3,3 cm
Można też zobaczyć na poniższym zdjęciu, jak prezentuję się porównanie medalionu do 5-złotowej monety.

Niestety nie zauważyłam informacji o braku łańcuszka do kompletu (czytanie ze zrozumieniem się kłania). Jednak żadna strata, bo i tak często sklepowe łańcuszki mi nie pasują i zamieniam je na te ze swojej szafy.

Na zmniejszenie mojej oceny (mimo, że ogólnie jestem zachwycona medalionem) wpływa kokardka, a może nie tylko ona sama w sobie, a jej rozmiar. Wolałabym, żeby była mniejsza, bo niepotrzebnie odwraca uwagę od głównej bohaterki, Vanessy. Nie pogardziłabym również zwiększeniem rozmiaru zdjęcia, np. kosztem tej kokardki (jakoś nie cenię sobie tak modnego minimalizmu, wybaczcie! ;)).

Ocena medalionu: 4,5/5





piątek, 27 maja 2016

A po reklamie...

Znowu nastąpiła przerwa w nadawaniu. Cóż, rzeczywistość jest nieubłagana.
Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe. I nadal (chociaż) od czasu do czasu odwiedzicie moje skromne progi. :)
Zachęcam do korzystania z archiwum i przeglądania starszych postów. Jak również odwiedzania mojego instagrama (tu).

Na pocieszenie (a ktoś się przejmuję..? :D ) norweski zespół Shining.
Niedługo chłopaki zagrają w B90 w Gdańsku oraz w klubie pod Minogą w Poznaniu.
Ja już nie mogę się doczekać, a Wy..? \m/


Shining (NOR): "The One Inside" - Live On Location - Mojave Desert, CA


piątek, 15 kwietnia 2016

Czas na wiedźmy: Ankieta - praca magisterska na temat stereotypów wśród księgowych i studentów rachunkowości.

Dzisiaj będzie nietypowo! A to dlaczego..?
Bo potrzebuję Waszej pomocy.

Obecnie piszę pracę magisterską na temat stereotypów wśród księgowych i studentów rachunkowości.

Link do ankiety: http://goo.gl/forms/dBesoSB6LL




Ankieta skierowana jest tylko do osób, które mają coś wspólnego z rachunkowością, czyli np.:

  • są studentami albo absolwentami kierunku związanego z rachunkowością (studia podyplomowe czy kursy również się zaliczają)

    albo

  • studiują i pracują jako księgowi (bądź coś pokrewnego, np. doradca podatkowy czy biegły rewident)

    albo

  • pracują jako księgowi (bądź coś pokrewnego, np. doradca podatkowy czy biegły rewident).


Kombinacji jest parę. Najważniejszy jest ten związek z księgowością. :)


Byłabym wdzięczna również za udostępnienie ankiety dalej!


Dziękuję!

niedziela, 3 kwietnia 2016

Czas na wiedźmy: Instagram. Part 2.

Czas płynie... co widać na instagramie. Niedawno jeszcze całe podłoże było zaścielone kolorowymi liśćmi. A dzisiaj..? Słońce świeci, temperatura zbliża się do magicznej liczby, trawa rośnie, kwiaty kwitną. Inaczej mówiąc, przyroda budzi się do życia, a my razem z nią.




W czasie trwania zimnych pór roku człowiek najchętniej zakopałby się pod pierzyną z książką pod pachą.. albo niekoniecznie, w końcu badania (nie, nie amerykańskie tym razem) pokazały, że większość Polaków nie czyta. 
Czyta się również dla dobra nauki, a nie tylko dla przyjemności (równowaga musi być!), stąd drugie zdjęcie. Przyszli i obecni finansiści oraz księgowi, łączmy się! :D





Jednak kiedy przyjdzie weekend (bądź po prostu wolny dzień) a razem z nim słońce. należy wyjść z domu. Ruch to zdrowie i nie musimy zaraz latać w powietrzu jak pani Ch***, by poczuć się lepiej. Wystarczy spacer. Najlepiej w miłym towarzystwie. ;)






Wieczory można również dobrze wykorzystać. Zwłaszcza gdy pobliskie areny/stadiony i kluby proponują takie świetne koncerty.

Judas Priest i Ufo w Ergo Arenie
Mobb Deep w B90

A kiedy znudzą nas te wszystkie przyjemności, możemy zdecydować, by powalczyć o ważną dla nas sprawę.




A wróciwszy do domu, powitać kubek gorącej herbaty i przytulić się do... swojego pupila. :D






Zapraszam do komentowania! :-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...