niedziela, 3 lipca 2016

Czas na wiedźmy: książkowy miesiąc.

Nie wiem, jak to się stało (a raczej wiem, ale się nie przyznam :P ), że w tym roku miałam prawie 3-miesięczną przerwę w czytaniu książek.

kolekcja zakładek z Czytam.pl
źródło: prywatne archiwum

Na szczęście szybko się ocknęłam, i czym prędzej sięgnęłam po Quo Vadis.
(Ciekawostka: po przeczytaniu tej książki, chciałam odświeżyć sobie jej ekranizację. Znalazłam w biblioteczce płytę z filmem, ale niestety nie działa. Cóż...)

**********

Quo Vadis

Autor: Henryk Sienkiewicz

Ocena: 9/10
*brak recenzji*

źródło: prywatne archiwum

**********

Pochłonęłam ją dosyć szybko, i nie robiąc sobie przerwy, sięgnęłam po Zakochanego Draculę Karen Essex.

A po tej powieści przyszedł czas na kolejną dawkę magii w postaci Jesiennej Róży A. A. Gibbs.

**********

Zakochany Dracula

Autor: Karen Essex

Ocena: 5/10


źródło: empik.com

         Do sięgnięcia po tą książkę zachęcił mnie tytuł (ta miłość do wampirów mnie kiedyś wpędzi do grobu ;))... I tu jest pies pogrzebany. 
         Myślałam, że autorka przedstawi TĄ SAMĄ historię, tylko że z punktu widzenia Miny. Chciałam po prostu więcej romansu w "Draculi", jednak bez żadnych udziwnień. Niestety w zamian otrzymałam plątaninę, która w takim połączeniu nie ma sensu. Więcej dewastuje niż daje. 
         Pragnę zwrócić uwagę, że gdyby historia była SAMODZIELNA, bez odwołań do "Draculi", byłaby pewnie dobrą pozycją (a może nawet bardzo dobrą). Szkoda, że autorka wolała tak niecnie wykorzystać "Draculę".
         Ogólnie w miarę miło spędziłam czas z "Zakochanym Draculą", więc nie mam aż takiego pola do narzekań. Co nie znaczy, że nadal nie czuję się oszukana.
         Zatem, jeśli nie macie żadnej książki w zanadrzu, macie wolny wieczór i "Dracula" to jest dla was nic nie znaczące słowo, to możecie śmiało sięgnąć po tą powieść.

**********

Jesienna Róża

Autor: A. A. Gibbs

Ocena: 6/10

źródło: empik.com

         Po poprzedniej części z serii "Mroczna bohaterka" niespecjalnie chciałam sięgnąć po kolejną. Jednak złożyło się, że w bibliotece nie było pozycji, na których mi najbardziej zależało, a po sesji miałam niewyobrażalny głód czytelniczy, więc postanowiłam dłużej nie czekać. W taki sposób spędziłam miło czas z tą książką.
         W 2. tomie "Mrocznych Bohaterek" śledzimy losy Jesiennej Róży. Będziemy też mieli szanse, by znowu spotkać bohaterów "Kolacji z wampirem". Sytuacja z 1. tomu będzie nie jako tłem dla tej historii.
         Największą zaletą tej serii jest przedstawiony świat. Z jednej strony można powiedzieć, że to wszystko już było, a z drugiej.. w takim fajnym połączeniu to chyba nigdy! Parę wymiarów, a w każdym inne mroczne istoty i ludzie, którzy czasami wiedzą o istnieniu tych pierwszych, a czasami.. nie. A dodatkowo na czele całego tego "sajgonu" stoi arystokracja, a gdzieś z boku Mędrcy. Trzymam kciuki, by w kolejnych częściach autorka więcej czasu poświęciła otoczeniu, bo jest tego warte (nie sądzę, by główne wątki na tym ucierpiały).
         Akcja "Jesiennej Róży" jest bardzo szybka, zwarta i nie posiada niepotrzebnych scen. Opisy są, ale krótkie i bez zbędnych zdobień. Dialogi są w miarę ciekawe. Plusem jest też narracja z punktu widzenia Róży oraz księcia Fallona (chociaż Róża częściej ma głos). Wprowadza różnorodność. Podobały mi się również wtrącenia w postaci urywków rozmowy między Różą a jej babcią (dobrze, że były podkreślone odpowiednią czcionką!). Budowało to klimat i wyjaśniało niektóre niuanse.
         Świetne było też "zderzenie" obecnej pary z poprzednią parą, czyli z Violet i Kasparem (scic!). Można było zobaczyć, jak to samo zdarzenie (patrz: "Kolacja z wampirem") wygląda z innego miejsca na widowni.
         Na niekorzyść tej powieści działają dwa aspekty. Pierwszy to... bohaterzy. Jesienna Róża i Fallon nie są tak interesujący jak Violet i Kaspar. Nawet jako para niespecjalnie mnie przekonują. Wydaję mi się, że są za bardzo dziecinni, a jednocześnie uważają się za baaardzo dorosłych (jednak może takie było zamierzenie..?). Drugi to (znowu) błędy logiczne. Zastanawiam się, czy to wynika z niedopatrzenia, czy ze stylu pisarskiego autorki.. Mam nadzieje, że w przyszłości zostanie to dopracowane.
         Ogólnie widzę, że Abigail A. Gibbs rozwija się. Na pewno warto poczekać na to, co jeszcze nam pokaże. 
         Jednakże seria "Mroczna bohaterka" nadal jest serią dla młodzieży, więc albo pozostaje zachować w sobie trochę coś dziecka i porwać się bez żalu tej historii, albo liczyć że autorka zacznie pisać poważniejszym tonem. Jako zwolenniczka pierwszej opcji, bez wyrzutów sumienia mogę polecić "Jesienną Różę". :)

**********

Potem był Wilczy trop z cyklu Alfa i Omega Patrici Briggs (jak ja się stęskniłam za Briggs! pora wrócić do serii o Mercedes ;)).

I następnie Zbieracz Burz tom 1 (cykl Zastępy Anielskie) M. L. Kossakowskiej - niestety dużo gorsza część od jedynki (jej recenzja tutaj). *

**********

Wilczy trop

Autor: Patricia Briggs

Ocena: 8/10
*brak recenzji*


źródło: prywatne archiwum

**********

Zbieracz Burz tom 1

Autor: M. L. Kossakowska

Ocena: 7/10
*brak recenzji*

źródło: prywatne archiwum

**********

A dzisiaj zaczęłam czytać Niewidzialną koronę z cyklu Odrodzone królestwo autorstwa Elżbiety Cherezińskiej. Jestem bardzo ciekawa, czy dorówna Koronie Śniegu i Krwi (jej recenzja poniżej).

**********

Korona śniegu i krwi

Autor: Elżbieta Cherezińska

Ocena: 10/10

źródło: prywatne archiwum

         Sama nie wiem od czego zacząć.. „Korona śniegu i krwi” mocno mną wstrząsnęła. Byłam tak podekscytowana końcówką i naładowaną całą historią, że wczoraj nie mogłam zasnąć. A przedtem, podczas czytania, tłumiłam w sobie radość, szczęście, smutek, ból, nawet łzy. Nie pamiętam, kiedy czułam się tak ostatnio dzięki jakiejkolwiek książce.
         Pokrótce, akcja powieści dzieje się prawie 200 lat po Wielkim Rozbiciu. Królestwo Polskie nie istnieje. Podzielone w 1138 r. przez króla Bolesława III Krzywoustego na dzielnice zmaga się z wewnętrznymi i zewnętrznymi wrogami. Próba Bolesława, by w przyszłości zapobiec kłótniom jego synów o koronę, doprowadza do rozłamu państwa i wiecznej walki o ziemię i pozycję. Jednak jest nadzieja, legenda, która jest drogą do odrodzenia Polski jako jedności…
         „KŚiK” jest napisana w sposób niewymuszony, lekki. Czyta się ją bardzo płynnie. Chociaż początek (akurat tutaj dosyć spory, pewnie będzie coś koło 200 stron) był trudny, ciężko było mi się wdrożyć. Gubiłam się w postaciach, przeskokach czasowych. Tylko nie wiem, czy to jest moja wina, w końcu miałam dłuższą przerwę w czytaniu czy autorki, która mogłaby delikatniej wprowadzić do tematu. Może mały ‘przewodnik’ by się przydał (bo mapka i genealogia najważniejszych rodów była obecna)..?
         Ogólnie Cherezińska stworzyła coś pięknego, coś co zaowocuje w mojej przyszłości, a także, mam nadzieję, w przyszłości innych czytelników. Pokazała skrawek historii Polski, z naciskiem na królewski ród Piastów. Okrasiła to odpowiednią dawką powagi, klasy, dumy, ale też humoru i życiowych perypetii. Wymieszała fakty z legendą i dodała odrobinę magii. Nawiązała do naszych pogańskich korzeni, kiedy bogowie mieszkali w lasach, a nie w monumentalnych katedrach.
         Przez całą powieść przewinęła się cała gama ciekawych charakterów, których - warto zauważyć - losy idealnie się ze sobą synchronizowały. Osoby tu występujące bywały: odważne, czyste sercem, miłe, lojalne, szczere i zabawne, ale też pełne jadu, zawiści, złych intencji i chorych ambicji. Postaciami, które najbardziej pokochałam, którym kibicowałam, ile w płucach siły starczyło, był odważny Przemysł II, zabawny Mściwój i niezawodny Jakub Świnka. Mimo ciężkiej historii, grzechów, które popełnili (oni lub im bliscy), potrafili stawić czoło przyszłości, uciszyć swoje ambicje i walczyć o słuszną sprawę.
         Podobało mi się, że niektóre kobiece charaktery również miały znaczny udział w powieści. Chociaż brakowało mi babki z pazurem (do tego tytułu mogłaby pretendować askańska wiedźma, ale akurat ta kobieta zasługiwała bardziej na nienawiść i pogardę niż uwielbienie). Większość była albo świętymi, albo zakonnicami albo posłusznymi żonami/siostrami. Jednak można to brać na karb takiego postrzegania kobiet w tamtym czasie: uległa, posłuszna, spełniająca swoje obowiązki poprzez odpowiednie małżeństwo i urodzenie gromadki dzieci.
         Niestety były też elementy w tej książce, które ciężko mi było zaakceptować. Mimo że lubię od czasu do czasu poczytać o losach angielskich królów, nie spodobało mi się wplatanie do słowiańskiej historii legend z wysp. Pieśni o królu Arturze nie pasowały do klimatu, wręcz denerwowały mnie ciągłym przytaczaniem. Treść niby nawiązywała do mitu przedstawionego w powieści, ale Polska i Anglia są dla mnie zbyt odległe by być powiązane czymś tak.. hmm.. intymnym. O zbyt nadmiernej świętości kobiet i trudnym początku powieści już wspominałam, więc jeszcze przyczepię się do braku opisów postaci. Na pewno dzięki temu czytelnik miał większe pole do wyobraźni. Jednakże nie zaszkodziłoby bardziej twórcze podejście do obrazowego przedstawienia postaci niż tylko napisanie, jaki kolor ma sukienka czy włosy księżnej.
         Podsumowując, ta powieść oddziałuje w niesamowitym stopniu na wyobraźnie. Jest po prostu genialna, fantastyczna, zabawna, poruszająca, oszałamiająca, nieziemska, niemożliwa, piękna..     Mogłabym tak bez końca wymieniać. „KŚiK” zupełnie zmieniła moje postrzeganie historii Polski. Wydawała mi się ona zawsze nudna, nieciekawa, bezbarwna.. A tu się nagle okazuję, że Piastowie mają równie gorącą krew co narody południa oraz krwawą i pełną przewrotów przeszłość co inne królewskie rody świata. Dobrze, że całego życia nie zmarnowałam na takim ciasnym podejściu do tematu. Mam nadzieje, że ta powieść nie jednego zachęci do odkurzenia swojego kufra z napisem: „historia Polski”. Bo jak dużo, tak naprawdę, Polacy wiedzą o losie swoich prapradziadów..?
         A teraz czas pożegnać się z powieścią, pora iść dalej. Niech „Korona śniegu i krwi” raduje kolejne zbłąkane dusze, gdy ja będę wspominała ją z rozrzewnieniem.


Follow my blog with Bloglovin


* więcej recenzji na moim profilu na Lubimy Czytać


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...